Witaj!

Witaj!
Witam Cię na moim blogu! Jestem Karina i bardzo mi miło, że tutaj jesteś. Znajdziesz tu tematy idealne do kawy czy herbatki. Chcę Ci umilić dzień i zainspirować Cię. Podzielę się z Tobą poradami dotyczącymi życia codziennego, mam nadzieję, że się razem pośmiejemy i wymienimy poglądami. Chętnie się przed Tobą otworzę i odpowiem na każde pytanie. Gorąco zachęcam Cię do obserwowania bloga! Czuj się jak u siebie :)

Obserwuj mnie

Photobucket Photobucket

Jak trafiłam do Belgii


Jak już wiecie, mieszkam w Belgii od ponad dwóch lat.  Jak się tutaj znalazłam i co o tym zadecydowało przedstawię Wam w dzisiejszym wpisie. Tymczasem kto jeszcze nie widział, zapraszam na wpis o plusach i minusach życia w Belgii





Zanim zamieszkałam w Belgii, dwa razy ją odwiedziłam. Zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Wszystko tutaj było ładne, czyste, a od ludzi biła pozytywna energia. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że w niej zamieszkam, ale miałam pewność, że jeszcze tu wrócę.
Mieszkając w Polsce zaliczyłam dwie przeprowadzki. Pierwszą z domu rodzinnego na wsi do małego miasteczka obok, następną do Wrocławia.
Także wiem jak to jest mieszkać na wsi, w małym jak i w wielkim mieście.
Będąc we Wrocławiu pracowałam na umowę zlecenie, a zarobki nie powalały jak na tak drogie miasto. Oczywiście pracując w tamtejszej pracy musiałam mieć status studenta, więc weekendy spędzałam w szkole. Kierunek kompletnie mnie nie interesował (florystyka) i nienawidziłam tam być, w szczególności dlatego, że w domu czekał mój syn, z którym i tak spędzałam mało czasu. I tak poległam na łacińskich nazwach roślin :D i nie skończyłam tego kierunku. Dużo tez opuszczałam. Nie zależało mi na ukończeniu tej szkoły, zwłaszcza, że mam już ukończony wybrany kierunek - kosmetykę.

W tygodniu pracowałam najpierw w call center, później na innym stanowisku, które oczekiwało pracy po godzinach. Nie było mi to na rękę, ale musiałam to robić ze względu na pieniądze, które były nam niezbędne. Oczywiście rozglądaliśmy się za inną pracą, ale o wyższe zarobki było trudno.
I wcale nie chodziło nam o jakieś luksusy, ale o pieniądze na podstawowe wydatki i rachunki. Dodam, że pracowaliśmy oboje z narzeczonym i mimo to, było nam ciężko. Miesięczna opłata za żłobek prywatny (bo w innych nie było miejsc) dochodziła 1000 zł, mieszkanie kosztowało nas jeszcze więcej, wiadomo - Wrocław. Jest to raczej miejsce dla ludzi, którzy chcą zrobić karierę. Jest to tylko moja opinia, być może po prostu źle trafiliśmy.

Zaczęliśmy myśleć, co robimy dalej. Mogliśmy wrócić do miasteczka, w którym wcześniej mieszkaliśmy, ale nie chcieliśmy się cofać i wracać na "stare śmieci". Decyzję o wyjeździe podjęliśmy z dnia na dzień. Nie mieliśmy wtedy lepszego planu. Oczywiście mogliśmy tam zostać i wieźć takie życie, albo szukać innej pracy, ale nie chcieliśmy zwlekać i czekać co będzie. Ponieważ mieliśmy okazję wyjechać, bez zastanowienia to zrobiliśmy. Akurat w Belgii mam rodzinę, co było ułatwieniem. Wrocław to piękne i żywiołowe miasto, ale zbyt drogie. Na pewno jeszcze nie raz Wrocław odwiedzę.

Ostatnie dni w pracy strasznie się ciągnęły, ale czułam radość, że szykują się zmiany. Bardzo się cieszyłam, że już niedługo mnie nie będzie w tym miejscu. No nie oszukujmy się, nie lubiłam tej pracy. Nie miała wiele wspólnego z moimi zainteresowaniami. Zajmowałam się realizacją zamówień leków dla aptek. I była to praca bardzo odpowiedzialna, gdyż były to leki ratujące życie. Także nie było mowy o pomyłkach, co było stresujące. Uff na szczęście to już za mną. Nawet sobie nie wyobrażacie jak miło było pakować swoje rzeczy i zostawiać to za sobą. Byłam tak bardzo podekscytowana wyjazdem, jednocześnie cieszyłam się, że nie muszę już pracować tam gdzie pracowałam.




Nasza wizja była taka, że w Belgii tylko mój narzeczony pójdzie do pracy, a ja zostanę z synem w domu, co było dla mnie ogromną radością, bo bardzo za nim tęskniłam, nie widząc go od 7 rano do 17 a często też dłużej. Nasz dzień wyjazdu był magiczny. Mieliśmy wylot z Wrocławia. Gdy już siedzieliśmy w samolocie, nie pamiętam która dokładnie była godzina, ale koło południa, a ja myślałam o mojej byłej pracy, która jeszcze niedawno miała wielki wpływ na moje życie. Unosiliśmy się do góry a wszystko zostało tam na dole. Było to tak fajne uczucie, zostawiać to i tak po prostu zniknąć, wiedząc, że dokładnie w tej chwili ludzie tam robią pracę, za którą jeszcze niedawno ja byłam odpowiedzialna. (Oczywiście nie myślałam o tym jakoś złośliwie :D) Byłam pełna optymizmu i wiedziałam, że wszystko, co przed nami będzie tylko lepsze.

Nie myliłam się. Teraz nasze życie wygląda zupełnie inaczej. Tu w Belgii żyje się o wiele łatwiej. Co prawda na początku mieszkaliśmy u rodziny, ale dziś już mieszkamy na swoim. Nie tęsknię za Wrocławiem. Tęsknię za moim rodzinnym domem, ale we Wrocławiu też za nim tęskniłam. Tam również nie mogłam sobie pozwolić na częste odwiedziny. Co prawda Alan długo nie został w domu, bo po paru miesiącach poszedł do szkoły,  ale już nie na tak długi czas i wiedziałam, że jest to nasz wybór a nie przymus. Był już też na tyle duży, że tego potrzebował i przy okazji uczył się języka. I ja poszłam do pracy. Mimo, że nie jest to praca, do której ubieram białą koszulę i nie siedzę przy biurku, to lubię ją bardziej. Co robię w Belgii? Nic specjalnego - sprzątam i mimo powszechnych opinii nie jest to zła praca. W dodatku stawka 4 razy większa niż w Polsce (za odpowiedzialną pracę) bardzo zachęca. Wiadomo, że ciężko jest zostawić swój kraj, rodzinę i tak po prostu wyjechać. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Musieliśmy podjąć wybór i padł taki a nie inny.

W tej chwili jestem na urlopie wychowawczym i nie wiem jeszcze co będzie dalej. Może zrezygnuję i znajdę inną pracę, może wrócę do tej a może zostanę jeszcze jakiś czas w domu z młodszym synem. Najlepsze jest to, że nie mam żadnego przymusu, bo tutaj jedna osoba jest w stanie utrzymać rodzinę i to nie na najniższym poziomie. Oczywiście nie chciałabym być na utrzymaniu kogokolwiek, ale póki mamy małe dziecko, które potrzebuje mamy, zastanawiam się nad pozostaniem na ten czas w domu z nim. W końcu dziecko jest niemowlęciem tylko raz.



Tutaj w Belgii wynajmujemy dom, mieszka nam się bardzo fajnie, nie czujemy się jakoś obco. Większość ludzi jest życzliwych. Wiem, że podjęliśmy dobrą decyzję, że wyjechaliśmy i nie żałujemy tego. Belgia jest bardzo przyjazna, język trochę mniej. Brzmi jak niemiecki poplątany z francuskim z domieszką angielskiego. Jest dość ciężki w wymowie, ale nie jest nie do nauczenia. W 50 faktach o mnie napisałam, że nie mam w domu telewizji. Dziś się to zmieniło, postanowiliśmy jednak mieć belgijską telewizję, ze względu na naukę języka. Mój jest jeszcze na zbyt niskim poziomie niż oczekuję. Chciałabym móc mieć jakąś lepszą pracę a do tego język jest niezbędny. Poza tym, jeśli chcemy zostać tu na stałe, dobrze jest go umieć.

Na dzień dzisiejszy nie myślimy o powrocie do Polski, jedynie ją odwiedzamy :) No czyli już wiecie jak tu trafiłam. Co prawda za swój prawdziwy dom uważam mój rodzinny dom na wsi, za którym tęsknię bardzo, ale nie tęsknię jakoś specjalnie za Polską jako krajem. Tęsknię za miejscami z dzieciństwa i nie ważne gdzie bym mieszkała, zawsze będę je pamiętać i odwiedzać. Wiem jedno, wszystko się da zrobić, w szczególności gdy jest się w trudnej sytuacji. Nie ma wtedy czasu na myślenie i zastanawianie, tylko trzeba działać. Człowiek ma to, na co się godzi, a Wy jak uważacie??



17 komentarzy:

  1. Dobrze,że napisałaś taki post. Myślę,że dla wielu osób może być przydatny,ktòrzy zastanawiają się nad wyjazdem z Polski ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny post, lubię poczytać o tym jak się mieszka w innym kraju.
    Rozumiem, tęsknota za rodzinnym domem jest czymś naturalnym, najważniejsze, że odwiedzasz rodzinę i pielęgnujesz łączące Was więzi :)
    Pozdrawiam!

    lublins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie piszesz :) Ciekawy post, zawsze chetnie dowiaduje sie jak ludzie trafiaja za granice !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki dziewczyny, zaraz wpadam do Was ☺ pozdrawiam 😀

      Usuń
  4. Uwielbiam Belgię, aż mi się zamarzył ponowny wypad do Tienen <3
    Czuć w tym tekście, że bardzo Ci się tam podoba, powodzenia dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obejrzałam sobie Tienen ☺ 150 km ode mnie 😀 to prawda, podoba mi się i bardzo dziękuję 😊

      Usuń
  5. Ja mieszkać wolę w Polsce, ale chciałabym tam przyjechać na kilka dni kiedyś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Ci się uda, to nie zapomnij spróbować czekolady :)

      Usuń
  6. Tak jak już wspomniałam na Twoim fanpage ;D kocham Belgie za festiwal TOMORROWLAND <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak :D Warto ją odwiedzić ze względu na to :D

      Usuń
  7. najważniejsze, że Ci się tam podoba :) i fajnie, że jest tam tak przyjaźnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze, że wszystko się tak ułożyło. No i fajnie, że rodzinę masz na miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu :)

      Usuń
  9. Od ponad dwóch lat mieszkam i pracuję w Holandii, i również totalnie tego nie żałuję :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Super post :)
    Ja już jakiś czas mieszkam w Uk i trochę tęsknię za domem, jednak wiem że nie miałabym takiego życia jakie mam teraz.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 love in home , Blogger