Witaj!

Witaj!
Witam Cię na moim blogu! Jestem Karina i bardzo mi miło, że tutaj jesteś. Znajdziesz tu tematy idealne do kawy czy herbatki. Chcę Ci umilić dzień i zainspirować Cię. Podzielę się z Tobą poradami dotyczącymi życia codziennego, mam nadzieję, że się razem pośmiejemy i wymienimy poglądami. Chętnie się przed Tobą otworzę i odpowiem na każde pytanie. Gorąco zachęcam Cię do obserwowania bloga! Czuj się jak u siebie :)

Obserwuj mnie

Photobucket Photobucket

Poród - Jak to było u mnie?

Wahałam się, czy umieszczać na blogu tekst o porodzie i opowiadać jak to było u mnie. Jednak przypomniałam sobie, gdy sama oczekiwałam narodzin i bardzo się tym interesowałam, czytałam dużo historii z porodówek, szukałam rad i opinii na temat porodu. Zdecydowałam, że dlaczego by się tym nie podzielić. Zwłaszcza, że jeśli ktoś uzna to za nieciekawy temat po prostu tego nie przeczyta. 


noworodek, poród, dziecko, niemowlę, porodówka, poród za granicą, poród w Belgii


Pierwszy poród rozpoczął się z samego rana, odejściem wód płodowych, zupełnie bez bólu. Od razu pojechałam do szpitala, bez śniadania, po całej nocy z pustym żołądkiem - nie polecam. Radzę Wam jeszcze w domu coś zjeść, aby mieć siłę. Niestety w szpitalu już nic nie dostaniecie,a trzeba przecież skądś wziąć energię na tak wielki wysiłek. Zdecydowaliśmy, że przy porodzie będzie również tata. Gdy przyjechaliśmy, miałam standardowo zrobione KTG, które nie wykazało skurczy. W tym momencie kazali tacie wrócić do domu i nie było opcji by został. Akurat w tamtej chwili najbardziej go potrzebowałam. Byłam sama, co prawda była położna, która wpadała raz na jakiś czas jednak nie sprawiło to, że czułam się lepiej.  Lekarz postanowił podać mi kroplówkę z oksytocyną. Było to dokładnie o 12. Po kroplówce wszystko się rozkręciło i bolało bardzo. Bolało do tego stopnia, że myślałam, że umrę. Nie żartuję. Było mi w sumie wszystko jedno czy to przeżyję, czy nie. Dziś jest to śmieszne, ale wtedy był dramat. Pozwolili mi zadzwonić w końcu po mojego narzeczonego. Gdy przyjechał, ja już byłam w takim stanie, że nawet z nim za dużo nie rozmawiałam. Zaraz rozpoczął się poród. Tak bardzo bolało, a ja marzyłam żeby się już skończył.

W pewnej chwili się wyłączyłam. Po prostu jakbym wyszła z siebie i nic nie czuła. Czułam się tak, jakby mnie tam nie było, a wszystko działo się bez mojej osoby. Nie mam pojęcia co się wtedy wydarzyło, ale wiem, że pomogło mi znieść ten ból. O 16:50 przyszedł na świat Alan. Wtedy cały ból odszedł. Położna położyła mi go na brzuch. To było bardzo dziwne i jednocześnie piękne uczucie. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że to, co nosiłam przez tyle czasu w brzuchu to żywa istota. Niby wiedziałam o tym wcześniej, ale dopiero wtedy to do mnie dotarło. Po wszystkim, gdy już go zmierzyli, zważyli, ubrali chcieli mi go dać na ręce, jednak ja wybrałam kanapkę. Wyobraźcie sobie jak bardzo musiałam być głodna, żeby w takiej chwili nie wziąć swojego dziecka na ręce. Oczywiście dali go tacie, nie leżał sobie gdzieś sam i jak tylko zjadłam, od razu go przytuliłam. Pamiętajcie, żeby przed porodem coś zjeść, organizm musi przejść wielki wysiłek i musicie dostarczyć mu energii. Pobyt w szpitalu był znośny. Nie mogłam jednak liczyć za bardzo na pomoc położnych. Ogólnie nie byłam zadowolona z opieki i byłam zła, że nie było ze mną nikogo, gdy tego potrzebowałam. Jednak chwilę, gdy już przyszedł na świat mój syn zapamiętam do końca życia.

poród, niemowlę, dziecko




Przed drugim porodem, który odbył się w Belgii mieliśmy rozmowę z położną, która opowiedziała nam jak wygląda poród, odpowiedziała na każde nasze pytanie i oprowadziła nas po porodówce. Za jej namową zrezygnowałam ze znieczulenia, które wcześniej sobie zaplanowałam, czego później żałowałam. Spodobało mi się tutaj jednak to, że w szpitalu poród nie jest przeżyciem matki, ale obojga rodziców. Oboje we wszystkim uczestniczą. Tata wspiera mamę i pomaga przejść te trudne chwile. Komfort psychiczny jest chyba najważniejszy podczas tego wydarzenia. Poród rozpoczął się dwoma silnymi skurczami a następnie odejściem wód. Gdyby nie te wody, nie wiedziałabym, że ten ból, który czułam to skurcze, bo różniły się od tych z pierwszego porodu. Być może było to spowodowane tym, że pierwszy poród miałam wywoływany oksytocyną. Nauczona niemiłymi doświadczeniami z pierwszego porodu, zjadłam sobie na spokojnie śniadanie i wzięłam ze sobą parę przekąsek. Gdy przyjechaliśmy do szpitala, zostaliśmy oboje bardzo miło przyjęci. Mieliśmy swoją położną, która opiekowała się w danym momencie tylko naszym porodem. Była na każde skinienie palca. Mogliśmy w każdej chwili zadzwonić po nią wciskając przycisk. Bez oksytocyny ból był o wiele bardziej znośny. Przed porodem siedzieliśmy i się śmialiśmy, a ja czułam się naprawdę dobrze. Tata dostał również obiad. Żałuję, że nie robiłam wtedy zdjęć, pokazałabym Wam jak tam wszystko wyglądało.

Silny ból pojawił się dopiero przy 7 cm. Wtedy poprosiłam o znieczulenie, niestety było już za późno by je podać i kolejny raz musiałam to wszystko przeżywać. Było o niebo lepiej, bo podczas tych okropnych bóli mogłam wejść pod prysznic czy do jacuzzi. Oczywiście skorzystałam z dwóch opcji. Jeśli będziecie miały możliwość to korzystajcie, bo to bardzo pomaga w zniesieniu bólu i rozluźnia.
Cały poród i odczucia były zupełnie inne niż przy pierwszym porodzie. Tutaj cały czas byłam wszystkiego świadoma. Nie wyłączyłam się tak jak przy pierwszym porodzie, tylko wszystko dokładnie odczuwałam. Ból był okropny, ale trwał tylko tyle co ostatnia faza porodu. Nie męczyłam się tak długo, jak przy pierwszym porodzie. Poza tym tutaj położna robiła wszystko, by bolało mnie jak najmniej. Gdy urodził się Antek, ból nie minął od razu tak, jak przy pierwszym porodzie. Również położyli mi go na brzuchu, ale ja nie mogłam cieszyć się tak samo jak za pierwszym razem, bo skupiałam się na tym, że wciąż boli. W końcu jednak gdy całkowicie zakończył się poród największy ból odszedł. Pamiętam, jak bardzo podobały mi się długie czarne włoski Antosia i jak wydawał się malutki, myślałam, że ma jakąś niedowagę, a okazało się, że ma aż 3800! Dla porównania Alan miał 3550. Byłam w szoku, jak udało mi się tego dokonać. Podziwiam kobiety, których dzieci ważyły jeszcze więcej. Po wszystkim na moment zemdlałam. Organizm był zapewne wycieńczony i nie ma co się dziwić. Postanowiłam, że zostaję tylko jedną noc w szpitalu, ze względu na to, że w domu czekał Alan. Nie żałuję tej decyzji, bo w szpitalu było gorąco. Na dworze był upał a na salach chyba nie było klimatyzacji, tak jak na porodówce. Ogólnie byłam bardzo zadowolona z opieki położnych. Były na każde zawołanie. Ponieważ przez pierwszą dobę nie mogłam wstawać, one dbały o to, by Antek był zawsze przebrany. Jak tylko lekko zabrudziłam pościel, od razu ją zmieniały. Nie musiałam nawet o to prosić. Pytały o to czy wszystko ok, czy czegoś potrzebuję i były na każde zawołanie. Raz wydawało mi się, że Antek narobił w pampersa i zadzwoniłam po położną, co prawda okazało się, że miałam jakieś omamy, jednak położna nawet trochę się o to nie zdenerwowała. Zażartowała jedynie, że widzę rzeczy, których nie ma, ale czułam się tam bardzo dobrze. W szpitalu odwiedził nas mój lekarz, który nie miał tam dyżurów. Przyszedł specjalnie żeby zobaczyć jak się czujemy. To było naprawdę bardzo miłe. Nie było również problemu z tym, by tata mógł być przez całą dobę z nami. Poród w Belgii wspominam o wiele lepiej niż poród w Polsce. Podejście lekarzy i położnych było o wiele bardziej ludzkie. Jedno wiem na pewno, jeśli jeszcze kiedykolwiek zechcę mieć dzieci (póki co nie mam w planach mieć więcej) na 100% zdecyduję się na znieczulenie i nie ma innej opcji.

niemowlę, poród, dziecko


Jeśli tematyka ciąży, porodu, opieki nad noworodkiem itp. Was interesuje, dajcie znać w komentarzach. Piszcie również jakie tematy Was interesują, a postaram się coś o tym napisać. Możecie również podzielić się jak wyglądał poród u Was, może macie jakieś rady dla innych mam. Moje są dwie, zjedzcie coś przed porodem i bierzcie znieczulenie! Każdy może dodać komentarz, nie musicie się logować :) Pozdrawiam Was ciepło buziaki :*

8 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy i przydatny post. Dziękuję, że o tym napisałaś! Ja jeszcze nie mam dzieci, ale bardzo przydadzą mi się takie informacje na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak...oksytocyna wzmacnia ból. Ja umierałam dosłownie jak Ty...a o wyjsciu o którym piszesz, mówi się, że to trans porodowy :) A jak z jedzeniem? Słyszałam, że na zachodzie super dbają o brzuszki mam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć :) jedzenie rzeczywiście nie do porównania, mało przyprawione, ale jakość nadrabia :)

      Usuń
  3. Mnie ten temat jeszcze nie dotyczy, ale kiedyś będzie na pewno... z tego co słyszę od znajomych to w Polsce rzadko należy to do miłych przeżyć. Moja siostra bardzo narzekała na opiekę w szpitalu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przykre.. Nie rozumiem dlaczego się tak dzieje...

      Usuń
  4. Jeszcze mnie ten tematów dotyczy. Ale opinię znajomych o opiece w polskich szpitalach nie są pochlebne :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Nice post! Your blog is amazing!
    Following you! Follow back?

    http://colourfulmadness.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Hello There. I discovered your weblog using msn. That is an extremely neatly written article.
    I will be sure to bookmark it and return to read more of your useful info.
    Thank you for the post. I will certainly return.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 love in home , Blogger